Prezes UOKiK postawił czterem spółkom z grupy Google zarzuty dotyczące możliwego nadużywania pozycji dominującej w negocjacjach z polskimi wydawcami prasy. Komunikat opublikowano 5 października. Sprawa dotyczy wynagrodzeń za wykorzystywanie publikacji w wyszukiwarce, Google News i Discover oraz danych potrzebnych do oceny proponowanych stawek. Google Polska odpowiada, że stosuje jednolitą metodologię i obiektywne kryteria. Postępowanie trwa; zarzuty nie są ostateczną decyzją o odpowiedzialności ani informacją o już nałożonej karze.
Spór dotyczy informacji potrzebnej do negocjacji
Według UOKiK Google nie przekazało wydawcom danych wystarczających do oceny ofert. Urząd wymienia sposób wykorzystywania publikacji, osiągane przychody, parametry kalkulacji i dokumenty pozwalające sprawdzić jej założenia. To stanowisko organu prowadzącego postępowanie. Dostępny komunikat nie zawiera pełnego kompletu ofert i korespondencji, który pozwalałby samodzielnie ocenić każdy przypadek.
Problem można wyjaśnić bez przesądzania wyniku: gdy jedna strona proponuje cenę, a druga nie zna danych użytych do jej wyliczenia, trudniej przygotować uzasadnioną kontrpropozycję. Sama możliwość podpisania lub odrzucenia oferty nie odpowiada na pytanie, czy rozmowa opiera się na porównywalnej wiedzy. Postępowanie ma zbadać właśnie zarzucany sposób wykorzystania tej przewagi.
Nie każda różnica oczekiwań co do kwoty oznacza naruszenie prawa konkurencji. W tej sprawie trzeba oddzielić zwykły spór o cenę od oceny zachowania podmiotu o istotnej sile rynkowej. UOKiK nie ogłasza, że każdy kontrahent ma otrzymać identyczne wynagrodzenie. Bada mechanizm negocjacji i warunki, w których wydawca może ocenić propozycję.
Co odpowiada Google Polska?
W relacji PAP Biznes zamieszczonej w Bankier.pl przedstawiciele firmy wskazują jednolitą metodologię oraz obiektywne kryteria. Wymieniają częstotliwość wyświetlania treści i przychody reklamowe związane z ich podglądem. Google Polska deklaruje także podpisanie umów z serwisami informacyjnymi w 26 krajach UE, obejmujących ponad 80 proc. krótkich fragmentów wiadomości widocznych w wskazanych produktach dla europejskich użytkowników.
To dane i zapewnienia przedstawione przez firmę, nie ustalenie niezależnego audytu. Europejski zakres istniejących umów nie rozstrzyga automatycznie, jakie informacje otrzymał konkretny polski wydawca. Z drugiej strony publiczny zarzut urzędu nie zastępuje oceny pełnej dokumentacji Google. Oba stanowiska należy rozpatrywać w odniesieniu do przedmiotu postępowania.
Spór o przejrzystość wymaga więc porównania danych faktycznie przekazanych w negocjacjach z wymaganiami. Sam opis ogólnego modelu może nie odpowiadać na wszystkie pytania o konkretną kalkulację. Nie dysponujemy dokumentami każdej strony, dlatego nie ogłaszamy, że jedno ze stanowisk zostało już w całości potwierdzone lub obalone.
Dlaczego w sprawie są cztery spółki?
Zarzuty dotyczą Alphabet Inc, Google LLC, Google Ireland Limited i Google Poland. UOKiK opisuje ich różne role w grupie: od spółki dominującej po zarządzanie wyszukiwarką i sprzedaż reklamy. Kwestia odpowiedzialności każdego podmiotu ma zostać zbadana w toku postępowania. Przynależność do jednej grupy nie oznacza, że komunikat rozstrzyga już jednakową odpowiedzialność wszystkich jej spółek.
Urząd wskazuje możliwą maksymalną sankcję do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. To ustawowy pułap przytaczany w informacji o zarzutach, nie wymierzona kara. Bez decyzji nie należy podawać wyliczonej kwoty w złotych ani zakładać, że na każdą spółkę zostanie nałożona sankcja w maksymalnej wysokości.
UOKiK i UKE mają odmienne zadania
UOKiK podkreśla, że nie jest stroną negocjacji i nie ocenia, czy sama wysokość zaproponowanej stawki jest odpowiednia. Według urzędu przepisy przewidują możliwość wyznaczenia wynagrodzenia przez prezesa UKE, jeśli strony nie osiągną porozumienia. Te dwie ścieżki dotyczą innych pytań: oceny konkurencji oraz ustalenia warunków konkretnego rozliczenia.
Pomieszanie kompetencji prowadziłoby do błędnego oczekiwania, że ogłoszenie zarzutów natychmiast ustali cenę za każdy artykuł. Wynagrodzenie za publikacje i administracyjna odpowiedzialność przedsiębiorcy wymagają odrębnych czynności. Dostępna wiadomość nie daje podstaw do ogłoszenia jednolitego cennika ani automatycznego wpływu pieniędzy na konta wydawców.
Osobna sprawa unijna dotyczy AI
UOKiK wskazuje również odrębne postępowanie Komisji Europejskiej dotyczące usług opartych na sztucznej inteligencji, rozpoczęte w grudniu 2025 roku. Polski organ rozróżnia jego zakres od negocjacji o publikacje w wynikach wyszukiwania, News i Discover. Nie jest to jeden wspólny proces z identycznym przedmiotem. Przy ocenie kolejnych wiadomości trzeba sprawdzać, którego organu i zachowania dotyczą.
Wydawcy potrzebują także rozróżnienia między liczbą pokazanych fragmentów a liczbą przejść do ich serwisów. To odmienne miary wykorzystania publikacji. Ogólna informacja o skali obecności w produktach Google nie zastępuje danych opisujących konkretną ofertę i przyjęty w niej sposób rozliczania.
Granice dostępnej wiedzy
Stan wiedzy na 13 października 2026 roku obejmuje zarzuty oraz odpowiedź firmy przedstawioną w relacji redakcyjnej. Nie mamy końcowej decyzji ani pełnych dokumentów negocjacyjnych. Ważną kolejną informacją będzie rozstrzygnięcie opisujące dowody i odpowiedzialność poszczególnych spółek. Do tego czasu relacjonujemy stanowiska stron i zakres procedury, zachowując różnicę między podejrzeniem a ustalonym naruszeniem.
Źródła
Stan wiedzy: 13 października 2026 roku. Daty wydarzeń i dokumentów wskazano w tekście. Fotografie archiwalne opisano w atrybucji.
- UOKiK: zakres zarzutów i rozróżnienie postępowań
- Bankier.pl, PAP Biznes: relacja z odpowiedzią Google Polska
Źródła obrazów
Szyld Google w Warszawie, fotografia archiwalna ilustrująca firmę, nie dokumentacja negocjacji z wydawcami. Autor: Wistula. Strona pliku w Wikimedia Commons. Licencja: Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0. Zmniejszono rozdzielczość; bez dodatkowego kadrowania i retuszu. Otwarta licencja materiału pozostaje wskazana w atrybucji.




Dołącz do dyskusji